tlo22 Proces decyzyjny

Jest taki etap w życiu każdego akwarysty – malawisty, kiedy musi stanąć przed problemem tła w akwarium. O decydującej roli tego elementu na wygląd całości nie trzeba zapewne nikogo przekonywać. W zasadzie nie brałem pod uwagę tła zewnętrznego, fototapety i nawet gotowych teł wewnętrznych (te tańsze mi się nie podobają a te, które mi się podobają kosztują dużo za dużo i to jeszcze w dodatku w królewskich funtach). Nie pozostało mi więc nic, poza zrobieniem tła wewnętrznego samodzielnie – i tu znowu opcje – wykleić z łupków, czy „wyrzeźbić” ze styropianu. Przejrzałem mnóstwo zdjęć i opisów – dotarłem nawet do duńskich i szwedzkich stron www. W wyniku tych badań zrezygnowałem z wyklejania tła łupkiem z uwagi na jego dość płaski charakter, chciałem, aby tło było naprawdę trójwymiarowe, aby dodawało głębi w zbiorniku. Istotnym elementem była też waga tła, przy moim baniaku (180cm) i wiedząc, że muszę przykryć też boczną ściankę tło ważyłoby sporo, o kłopotliwości montażowej nie wspomnę. Poza tym chcąc zrobić tło bardziej wypukłe musiałbym przymocować większe łupki jeszcze bardziej zwiększając ciężar i nieporęczność całości. Tak więc decyzja zapadła – tło zrobię sam z jakiegoś tworzywa!

W poszukiwaniu technologii

Jako że nie mogłem zrobić tła w całości, bo nie pozwoliłoby na to wzmocnienie w akwarium musiałem zdecydować się na stworzenie go w kawałkach. Pierwotny plan zakładał przyklejenie wstępnie ukształtowanych kawałków styropianu do odpowiednio przyciętych płyt spienionego PCV. Wydawało się proste, znalazłem na strychu trochę styropianu. Lubię najpierw trochę poeksperymentować, zatem przystąpiłem do formowania ze styropianu „kamiennych” kształtów. Pomysł rzeźbienia w styropianie niestety okazał się nienajlepszy, pierwsza zauważyła to moja żona, której niezadowolenie dostrzegłem z tarasu pokrytego milionami styropianowych kulek. Wiatr tego dnia był słabiutki, więc kulki nie chciały szybko zniknąć z zasięgu wzroku.

Image Moje akwa z dociętymi kawałkami czarnego, spienionego PCV

Styropian odpadł, w międzyczasie wyklarował się jeszcze pomysł na dodatkowy powrót z sumpa, – zatem konieczność zamaskowania rury przechodzącej przez całą tylną ścianę baniaka. Po kilku dniach zastanawiania się, co dalej przypomniało mi się o kilku kawałkach styroduru, który leżał w kącie biura. Styrodur – tzw. styropian ekstrudowany służy m.in. do wycinania liter przestrzennych w przemyśle reklamowym, podobno też do izolacji cieplne wilgotnych pomieszczeń, (ale to chyba za drogie na izolację). Ma dużo bardziej zwartą strukturę od styropianu, w przekroju przypomina bardziej drobniutką gąbkę niż ściśnięte kulki. Tnie się go jak masło, praktycznie nie kruszy się i jest tak samo podatny na temperaturę, (dlaczego to istotne o tym za chwilę).
Po kilku modyfikacjach plan przewidywał użycie styroduru grubości 3 cm jako plecy, do tego kilka kawałków tegoż na wypukłości i kilka kawałków styropianu, (bo styroduru by mi zabrakło), całość miała być na końcu pokryta żywicą epoksydową.

Image Styrodur wydaje się być doskonałym tworzywem do produkcji wewnętrznych teł akwariowych

W międzyczasie wpadłem też w sieci na artykuł, którego autor użył do tworzenia tła pianki poliuretanowej – takiej do obsadzania drzwi i okien, jej szkodliwość dla zdrowia po stwardnieniu jest niska, dodatkowo kupiłem taka najtańszą wiedząc, że wtedy będzie zawierała mało lub wcale substancji grzybobójczych itp. poza tym i tak tło miało być pokryte żywicą.

Do roboty

Pierwszy etap to odpowiednie przycięcie kawałków styroduru. Nie chciałem ich pociąć po prostu na prostokąty, bo powstałe w ten sposób krawędzie od razu rzucają się w oczy i trudno je zamaskować, co prawda glony, które pokryją tło powinny sobie z tym poradzić, ale ... przyroda nie lubi kątów prostych. Przy okazji a’propos kątów - nie podobały mi się kanty powstałe po przycięciu płyt, okazało się, że doskonałym sposobem na tworzenie nierówności w tym materiale jest lutownica gazowa – taki mini palnik na propan-butan. Pracuje się nim jak długopisem i doskonale wygładza ostre krawędzie, zarówno styroduru jak i styropianu (UWAGA ten drugi jest na przypalanie bardziej podatny, poza tym ... trochę śmierdzi ... najlepiej to robić na dworzu).

Przy okazji obaliłem mit o nitro i rzeźbienia styropianu – faktycznie nitro rozpuszcza styropian, ale powstaje warstwa, która się kruszy nawet przy byle dotknięciu, na temat toksyczności lakieru powstałego z połączenia styropianu i specyfików nitro nie trzeba chyba wspominać.

Image Styropian poddany działaniu nitro
Ładne "węglowe" struktury, niestety bardzo kruche.

Dalej to już puszczamy wodzę wyobraźni, styrodur, pianka, na to naklejamy kawałki styropianu czy co tam mamy pod ręką. Jak zapewne wiecie pianka po stwardnieniu tworzy takie obłe struktury, zwane przez mojego syna „glutami” i  jeśli ktoś nie planuje tła o charakterze naciekowo wulkanicznym, piankę po stwardnieniu należy poprzycinać, j wykorzystywałem do tego długi nóż z ząbkami – taki do chleba. Można popuścić wodzę fantazji, chociaż sposób, w jaki „gluty” się układają w pewnym stopniu wymusza charakter „skały” należy, więc pomyśleć przed naciśnięciem spustu puszki. Pianka przycina się doskonale, bez żadnych śmieci. W tym miejscu należy pamiętać, aby nie powstawały po przycięciu głębokie niedostępne szczeliny, bo potem będzie problem z ich pomalowaniem i  „zaimpregnowaniem”.

ImageImageImageImageImage
Surowe elementy tylnej części tła, dwa ujęcia pierwszego kawałka - jeszcze bez osłony powrotu dolnego, na ostatnim widać osłonę górnego powrotu z sumpa

 

Wstępnie wykonałem kilka elementów tła i wsadziłem to wszystko do zbiornika żeby pokombinować jak zrobić bok, aby ukryć mój kominek i filtr wewnętrzny.

ImageImage
Wstępna przymiarka, ważna bo wszystko miało się trzymać na "wcisk"

Znowu styrodur i pianka, przy okazji powstał element maskujący górny wylot z sumpa, dolna „jaskinia” wlotowa w kominku i maskowanie filtra wewnętrznego – tutaj do styroduru przymocowałem oryginalny uchwyt filtra po to żeby później nie używać przyssawek ani innych patentów, które de facto i tak nie spełniają swojego zadania.

Image
Elementy boczne tła z widocznym uchwytem filtra

Cóż pierwszy etap za mną, wygląda to ... szczerze ... tak sobie, ale powiedziało się A ... trzeba ... wrócić do roboty.

Toksyczne – nietoksyczne

Podstawowym problemem przy konstruowaniu tła jest dobór materiałów tak, aby były obojętne dla środowiska, w którym się znajdą, ale do tego na nie odporne. Nikt przecież nie chce żeby tło rozpuściło się po miesiącu od montażu (dlatego nie może być z makaronu).

Wiem, że silikon, styropian i styrodur są obojętne dla środowiska, takiej pewności nie miałem już w przypadku pianki poliuretanowej. Jak już wcześniej wspomniałem całe tło miało być pokryte żywicą, miało, bo kupienie żywicy z atestem do kontaktu z wodą pitną wcale nie jest ani proste ani tanie. Do tego nikt nie mógł mnie zapewnić, że żywica po pewnym czasie nie straci przezroczystości i nie stanie się perłowa, a ponieważ atrakcyjność mojego tła miała w dużej mierze zależeć od malowania, kwestia przezroczystości żywicy była bardzo istotna.

I znowu poszukiwanie, co dalej, wybór padł na Ceresit CR65, głównie dzięki artykułowi Wojtka Świsłowskiego zamieszczonemu na stronach Klubu Malawi (wielkie dzięki Wojtku, bardzo mi pomógł). Okazało się, że CR65 jest to materiał doskonały do pokrycia czegokolwiek warstwą dość grubą i sztywną a do tego zapewniającą bezpieczeństwo dla moich przyszłych podopiecznych.

Skoro już wiedziałem, co jest mi to potrzebne musiałem to zdobyć. Niestety nie jest to łatwe nawet w sporym mieście, gdzie i Praktiker i OBI oferują swoje usługi, nie do dostania również w kilku sieciowych składach budowlanych. W końcu trafiłem na ślad zaprawy wodoszczelnej Ceresit CR65. Tu przestroga dla wszystkich, którzy już biegną do sklepu – worek dość ciężki 25kg (nie ma w mniejszych) i dość drogi ja zapłaciłem koło 50zet ale ponoć potrafi osiągnąć cenę i 80-ciu. Wyprzedzę nieco fakty, do stworzenia swojego tła zużyłem 1/3 worka.

Przed pokryciem całości Ceresitem, jako że miałem pewne wątpliwości, co do jego przylegania do gładkiego było nie było tworzywa, jakim jest styrodur, zastosowałem jeszcze jeden patent modelarski, pokryłem dwa z czterech segmentów tła mieszaniną wikolu i piasku. Wikol, jest to najbezpieczniejszy klej pod słońcem, na nim jest nawet mniej ostrzeżeń niż na wódce, taka mikstura daje wspaniale porowatą powierzchnię, niebywale wytrzymałą mechanicznie. Jak się jednak później okazało jest to zbyteczne, gdyż Ceresit świetnie trzyma się nawet spienionego PCV. To tyle dygresji.

ImageImage Image
Tło ustawione przed malowaniem Ceresitem, ostatni rzut oka czy wszystko do siebie pasuje, w lewym dolnym rogu jest już maskowanie powrotu. Dwie pierwsze części pokryte miksturą z Wikolu.

Worek na plecy i jazda do domu, bo tło czeka. Wcześniej przeczytałem wspomniany wyżej artykuł Wojtka kilka razy, radzę Wam również tak zrobić, bo zawiera cenne rady. Należy zwrócić szczególną uwagę na moczenie powierzchni, jak powszechnie wiadomo cement „pije” wodę, a ta zaprawa „pije jak smok”. Pierwszą warstwę rozrobionej zaprawy położyłem pędzlem (drugą z resztą też) radzę zaprawę rozrobić rzadszą niż by Wam się wydawało, niestety nie zauważyłem tej plastyczności, o której pisze Wojtek, ale może inaczej sobie ją wyobrażałem. Łatwo się toto rozsmarowuje, nie dziwota, sucha zaprawa jest tak drobnoziarnista, że mąka to przy niej żwirek akwarystyczny. Uwaga! Strasznie pyli, nie róbcie tego w salonie. Tak, więc pierwsza warstwa położona, musiałem bacznie uważać żeby zasmarować wszystkie najmniejsze szczeliny, bo nie wiadomo do końca, co pod spodem jest trujące a co nie. Zostawiam do wyschnięcia.

Po jakichś dwóch godzinach poszedłem zobaczyć jak toto schnie, przy okazji zabrałem rozpylacz do kwiatów, zaprawa była już jasnoszara, prawie biała. Rozpoczęło się pryskanie, bardzo dokładne całej powierzchni – i tak już przez 2 doby, co parę godzin (nie, nie, no w nocy spałem) trzeciego dnia zaprawa już nie przyjmowała wody i zrobiła się ciemniejsza. Dla mnie był to znak, że można położyć jeszcze jedną warstwę, dzięki niej poprawiłem pewne niedoróbki, które zauważyłem wcześniej i podejrzewając, że czekają mnie kolejne 2 dni pryskania zostawiłem całość. Na drugi dzień okazało się, że 2-ga warstwa nie była tak skacowana jak pierwsza, szybciej ściemniała. Po położeniu dwóch warstw moje tło zyskało niemal pancerną powłokę.

ImageImageImageImage
ImageImage
Widok złożonego tła po pokryciu zaprawą Ceresitową

Na koniec za doświadczeniami Wojtka z osadami, włożyłem wszystko do wanny żeby spryskać wodą i spłukać ewentualny pył, ku mojemu zdziwieniu woda spływająca po powierzchni była krystaliczna – żadnych osadów nic.

Malowanie – czyli to, co tygryski lubią najbardziej

Ostatnim etapem przygotowywania mojego tła było jego malowanie. Jako człowiek posiadający spore doświadczenie modelarskie już na wstępie zdecydowałem, że całość pomaluję tzw. metodą „suchego pędzla”. Jest to sposób powszechnie stosowany przy budowie makiet do gier strategicznych pozwalający na zrobienie z kawałka nieciekawego styropianu genialną skałę o przeostrzonej, trójwymiarowej fakturze. Ale po kolei.
Malowanie to przede wszystkim farba O tym, że powinna być akrylowa wiedziałem od razu, w modelarstwie też powszechnie stosowana. Akryle, mimo że wodno rozpuszczalne po wyschnięciu tworzą wodoodporną, dosyć twardą powłokę i taka mi właśnie była potrzebna. Dodatkowym atutem akrylu jest jego praktyczna bezwonność, co wbrew pozorom jest istotne, gdy chce się pomalować parę metrów mocno pofałdowanego tła, no chyba, że kogoś kręcą takie wyziewy chemiczne (ja wolę piwo).

Nie mogłem niestety użyć moich farbek modelarskich, chociaż są one absolutnie nieszkodliwe, 15ml pojemnik kosztuje bowiem 19 zł, taniej byłoby kupić gotowe tło z BTN :)

Akryl już wiadomo, ale jaki? Na puszkach roi się od ostrzeżeń w stylu: nie pić nie wylewać, nie wdychać ... a najlepiej przed pomalowaniem spalić, itd... Trochę się naszukałem, trochę popytałem, jest taka emalia akrylowa, dostępna chyba tylko w sieci Praktiker, do tego posiadająca atest do malowania zabawek dla dzieci - Faust się to cudo nazywa. Całe szczęście Praktiker u mnie jest, pojechałem zaopatrzyłem się w dwa kolory: czarny i jasny beż. Czarny jako baza, zawsze przy malowaniu (przynajmniej tą techniką) czarny stanowi bazę – pogłębia cienie itd. Czarnym pokrywamy bardzo starannie całą powierzchnię. Następnie do czarnego odrobina beżu, powstało coś antracytowego, kładziemy następną warstwę, nie musimy się już tak starać a większe zagłębienia możemy sobie wogóle darować. Farba schnie dosyć szybko, warstwie podkładowej trzeba dać więcej czasu – koło 2 godzin, przy kolejnych nie ma to już znaczenia.

ImageImage Image
Pokryte czarnym podkładem, z prawej widoczny wąż, wklejony w jeden z kawałków, pod pozostałe pójdzie dopiero podczas montażu.

Suchy pędzel - jak go używać? Każda kolejna warstwa to kolor trochę jaśniejszy (w moim przypadku rozjaśniany beżem). I tu uwaga kilkanaście kropel farby z obu kolorów mieszamy na płaskim podłożu – tak, tak kilkanaście łyżek wystarczy na pomalowanie całości. Maczamy końcówkę pędzla w farbie (pędzel powinien być dość twardy i mieć długie włosie), następnie robimy kilka maźnięć na kartce papieru, do momentu aż przestanie malować „na mokro”. Następnie dosyć szybkimi ruchami, jak przy zamiataniu, szczotkujemy nasze tło. Powoduje to, że drobiny farby zostają tylko na wypukłych powierzchniach. Im dłużej szczotkujemy tym głębsze warstwy są pokrywane. Nie widać tego na pierwszy rzut oka – ale wierzcie mi im więcej warstw tym efekt lepszy. I teraz w zależności od cierpliwości malującego kładziemy od kilku do kilkunastu warstw coraz jaśniejszej farby, wszczotkowując je coraz „płyciej”, czyli krócej. Ostatnia warstwa, w moim przypadku beż, pokrył jedynie najbardziej odstające fragmenty. Ot i cała filozofia.

ImageImageImageImage
A tak to wyglądało po położeniu ostatniej farstwy farby. Na ostatnim zdjęciu widoczna zamontowana zasuwa u góry kominka.

Wiem, że może wydawać się to dziwaczne, ale wierzcie mi pomalowana w ten sposób powierzchnia wydaje się głębsza niż w rzeczywistości, cienie w szczelinach są bardziej kontrastowe a „szczyty” bardziej wypukłe.

Rura i konklużyn jak mawiają anglicy

Na koniec należało wyciąć „na odwrocie” tła kanał na rurę, jako że miała iść po przekątnej z góry do dołu, nie chciało mi się bawić nożem, no i nie chciałem ryzykować uszkodzenia pomalowanej warstwy. Oczywiście mogłem to zrobić wcześniej, ale ... nie zrobiłem. I tu z pomocą przyszła stara, transformatorowa lutownica i kawałek miedzianego drutu. Drut wygięty w kształcie (z grubsza) rury i jazda, wycina jak się patrzy. I to w zasadzie tyle.

Tło jak się prezentuje każdy widzi. Jeśli się podoba to do dzieła. Stworzenie go wymaga odrobinę wyobraźni reszta jest opisana. Koszt takiego tła, cóż styrodur jest dosyć drogi – wielokrotnie droższy od styropianu, ale możecie zapłacić kartą Mastercard za to spokój w domu i czyste podwórko ... bezcenne. Poważnie jednak m2 kosztuje od 35 do 50zł, natomiast na pewno można się zaopatrzyć w jego ścinki w pobliskim zakładzie produkującym reklamę przestrzenną. Ceresit tak jak pisałem worek 50zet, można też dogadać się z takim kimś jak ja, (ale nie ze mną, bo ja resztę sprzedałem) i odkupić kilka kilogramów. Tylko na litość nie kupujcie na Allegro, tam widziałem 1kg za 20zł. Farba Faust, zużyłem 1,5 puszki czarnej i ½ puszki beżu (puszka mała to 0,375l) koszt jednej koło 10zł. Dwa pędzle – jeden do malowania i jeden do Ceresitu – niestety nie odsprzedacie ich, oba się niszczą strasznie. Ten od malowania prawie wyłysiał. Do tego kilka dni roboty.

ImageImage
Tło zamontowane, widok przed i po zalaniu

Jeśli dobrnęliście aż tu – gratuluję. Może cały ten opis ciut przydługi, ale pisałem go na świeżo mając przed oczami mój proces poszukiwania i czytania wielu artykułów, z każdego z nich „wyciągnąłem” coś dla siebie. Będę rad, jeśli moje doświadczenia się do czegoś przydadzą.

Cezary Porycki „cezarix” Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

 

Publikacja artykułu w jakiejkolwiek formie, w całości i fragmentach oraz wykorzystanie zdjęć bez wiedzy i zgody autora zabroniona.
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r.

invalid email address