Labeotropheus fuelleborni Email
Kącik Labeotropheusa
Wpisał Daniel Jarczyk   
Poniedziałek, 27. Marzec 2006 00:50

    Labeotropheus fuelleborni, gatunek mbuna który w opisach swego zachowania jest przedstawiany od bardzo agresywnego , do wręcz flegmatycznego przedstawiciela pyszczaków. Chciałbym tutaj opisać moje subiektywne obserwacje ryb tego gatunku poczynione w ciągu ostatniego roku w akwarium którego jestem dumnym posiadaczem.

    Już na samym początku po zakupie ryb z dwóch różnych źródeł zaobserwowałem kompletny brak zainteresowania kulfonów, dla innych mieszkańców akwarium, co prawda zdarzały się scysje z innymi co agresywniejszymi rybami w zbiorniku, ale inicjatywa raczej nie należała do fuellebornów. Traktują one inne gatunki z pewną wyższością tak jakby chciały powiedzieć: ”to my jesteśmy największe tutaj i my rządzimy” Co prawda są największe, ale dominuje na razie samiec Tropheopsa i przegania tatę kulfona , ale widać ,że już z coraz większym trudem.   

    Sposób pływania też zdradza pewną wyniosłość tych ryb, a mianowicie Maylandie, Melanochromisy czy labidochromisy poruszają się szybko, ich ruchy są zdecydowane i jakby trochę chaotyczne. Fuelleborni zaś pływa z dostojeństwem, powoli przemierza toń nad kamieniami, jakby nigdzie się nie spieszył i zawsze wiedział, że zdąży czy to do pokarmu czy do swej kryjówki. Rzeczywiście ich wygląd budzi respekt, zwłaszcza nos u samca już wydatny mimo młodego wieku nadaje mu groźnego wyglądu.

    Z karmieniem swoich podopiecznych nie mam problemu ponieważ zjadają właściwie wszystko co im się podaje i uważać tylko należy aby ich nie przekarmić. Pokarmy którymi raczę kulfony opierają się prawie wyłącznie na bazie roślinnej gdyż z własnego doświadczenia, niemiłego zresztą, wiem czym może się skończyć częste podawanie „mięska”.

    Na początku mojej przygody z fuellebornami przez kilka dni z rzędu podałem im solowca i wodzienia i mimo, że rybcie jadły z apetytem to już w trzecim dniu zaczęły się kłopoty. Najpierw ryby popuchły, dostały wytrzeszczu oczu i stały się osowiałe. Później w ciągu dwóch dni mimo leczenia Bactopurem Direct zeszło mi sześć ślicznych już kulfonów. Co ciekawe w zbiorniku chorowały tylko Labeotropheusy mimo, że inne pysie też zajadały się skorupiakami.        

    Od tamtego czasu ryby karmię tylko pokarmami roślinnymi sporadycznie podając mrożonki w postaci wodzienia i cyklopa.        

    Stosuję pokarmy zarówno granulowane jak i płatkowane, a także pokarm własnej produkcji oparty na szpinaku, zielonym groszku, marchewce i vibovicie który to wynalazek moje pyski bardzo chętnie zjadają. Dieta ta i warunki w akwarium sprawiły, że dochowałem się ślicznych małych kulfonów a rybcie coraz częściej podchodzą do tarła. Samice zaś mając do dyspozycji liczne kryjówki mogą w spokoju inkubować i opiekować się młodymi w pierwszych dniach po wypuszczeniu. Narybek zaś chowając się w skalnym tle mojego własnego wykonania ma duże szanse wyrośnięcia na piękne okazy. Moi podopieczni pływają w standardowym akwarium o wymiarach 150cm na 50cm i wysokości 60cm czyli 450 litrów brutto. Woda filtrowana jest przez dwa termofiltry Heim 2317 i przez mechaniczny filtr wewnętrzny o wydajności 1000l\h. Oświetlenie stanowią trzy niezależnie sterowane świetlówki o mocy łącznej 84W i z czasem naświetlania od godz8.15 do 21.30. Dodatkowym oświetleniem jest słońce gdyż akwarium stoi przy oknie i jego promienie operują w zbiorniku.        

    Moim marzeniem jest postawienie zbiornika jednogatunkowego o pojemności 840l gdzie pływałoby stadko fuellebornów z odłowu, ale to już temat na zupełnie inną historię, której nie omieszkam opisać na łamach tego kącika.

Daniel Jarczyk