Wydaje się, że o hodowli pyszczaków wiadomo już niemal wszystko. Wiele opinii stało się już utartymi regałami. Bardzo często ludzie ślepo w nie wierzą i głoszą jako podniosłe hasła, nie zastanawiając się nawet, nad argumentami zarówno je popierającymi, jak i rzucającymi na nie nowe, całkiem inne spojrzenie. W tym artykule przedstawię kilka takich kontrargumentów. Oczywiście, mimo bardziej lub mniej sensownego wytłumaczenia, nie powinniśmy brać ich całkiem na poważnie.

    Na samym początku, chciałbym zastanowić się, nad poprawnością dobierania gatunków pod względem diety. Oczywistym wydaje się takie dobieranie ryb, aby nie było problemów z rodzajem podawanych pokarmów, czyli roślinożercy z roślinożercami, a mięsożercy z mięsożercami. Jednak, jakie ta zasada ma oparcie w naturze? Otóż jakby się bliżej przyjrzeć, to niewielkie… wystarczy przypomnieć odwieczną zasadę, że jedną niszę ekologiczną może zajmować tylko jeden gatunek. I tak w naturze rzeczywiście tak jest- jeśli w jednym miejscu spotkają się dwa gatunki o podobnych wymaganiach i potrzebach, prawie na pewno przejawiać będą zachowania antagonistyczne względem siebie. Te zachowania są pierwszym argumentem, przemawiającym przeciwko łączeniu gatunków o podobnych przystosowaniach troficznych. Kolejnym może być naturalność takiego zestawienia. Celem większości akwarystów jest odtworzenie określonego wycinka natury- dlatego w zbiornikach odwzorowujących poszczególne biotopy jeziora Malawi zazwyczaj nie widzimy anubiasów, zbrojników niebieskich, a ryby ze skalistych raf raczej nie bywają trzymane z gatunkami „piaszczystymi”. Skoro więc nie trzymamy ryb występujących w różnych zakątkach świata, czy jeziora, to dlaczego łamiemy jedną z podstawowych zasad natury i trzymamy w jednym akwarium gatunki, które w naturalny sposób ze sobą konkurują? Akwarium w końcu nie ma być areną walki o przetrwanie, bo każdy chce, żeby jego ryby miały godziwe warunki do życia i nie musiały ze sobą walczyć nie tylko o swój rewir, ale i o zaspokojenie podstawowych potrzeb, zapewniających przetrwanie.

 

 

 

    Podobnie, należałoby rozważyć fakt urozmaicania diety kilkudziesięcioma pokarmami. Jaki gatunek w środowisku naturalnym może pozwolić sobie na takie grymasy i zachcianki? Zazwyczaj ryby rzucają się na każdy kęs, jaki tylko znajduje się w zasięgu ich wzroku, ewentualnie innego zmysłu, służącego do wynajdywania pokarmu. A źródło naturalnego pożywienia nie jest urozmaicone i nie obfituje we wszystkie niezbędne do życia substancje. Ponadto można by przyjąć, że w zasadzie wystarczy glon rosnący na skałach, jako źródło mikro i makro elementów oraz białka roślinnego, oraz jedne z wielu dostępnych na rynku mrożonek, przykładowo występujący w dużych ilościach w jeziorze Malawi cyklop. W końcu te dwa pokarmy występują w znaczących ilościach w naturalnym środowisku pyszczków i nierzadko są praktycznie nieurozmaicane. Co więcej, zazwyczaj w akwarium występuje więcej niż jeden gatunek glonów- na pewno skład krasnorostów oraz zielenic znacząco się różni, więc w zasadzie, jako źródło pokarmu i substancji odżywczych, nawzajem się uzupełniają.

 

 

 

    Z pamięci moglibyśmy również wymazać wszystkie bajki, wpychane nam od lat przez producentów pokarmów. W końcu te wszystkie hasła o kompletnym składzie, zapewnieniu wszystkich substancji odżywczych są tylko pięknie ułożonymi przez speców od reklamy sloganami, z rzeczywistością mającymi niewiele wspólnego. W końcu jak organizm, który od pokoleń trawił wyłącznie pokarmy pochodzenia naturalnego ma przestawić się na syntetyczne substancje chemiczne? Skąd w przewodach pokarmowych naszych podopiecznych mają znaleźć się enzymy trawiące coś, z czym nawet nie mają prawa się spotkać w naturalnym środowisku? Przetrawić i wydalić to jedno… ale jak mają przyswajać substancje odżywcze zawarte w tych chemikaliach, a co więcej prawidłowo się na nich rozwijać się?

 

 

 

    Kolejnym twierdzeniem, które mimo, że ogólnie przyjęte za prawidłowe, nie może zostać odniesione do warunków panujących w środowisku występowania naszych ryb jest występowanie ryb w grupach o ściśle określonych proporcjach płci, zazwyczaj przemawiających na korzyść samców. W środowisku naturalnym stosunek samców do samic regulowany jest przez wiele czynników zewnętrznych. Podejrzewa się, że wpływ ma chemia wody, różne ubarwienie przedstawicieli obu płci (i związane z tym ryzyko zauważenia przez drapieżniki), czy też różne zachowanie samców i samic (podobnie jak w przypadku ubarwienia, śmiałe zachowanie samców może prowokować silniejsze ryby). Przez te i inne procesy zachodzące w jeziorze stosunek płci pośród poszczególnych gatunków nigdy nie jest stały, a tym bardziej nie można powiedzieć, że na jednego samca przypada 3-4 samic. Po pierwsze nikt takich statystyk nie prowadzi, a po drugie nie ma żadnych podstaw, żeby twierdzić, że w naturze taki stosunek jest optymalny.

 

 

 

    Oczywiście powyższych myśli nie należy traktować poważnie. Podobnie raczej luźno należy podchodzić do twardych zasad panujących w ostatnim czasie w akwarystyce. Jak widać, wszystko można w bardziej, lub mniej sensowny sposób zarówno potwierdzić, jak i obalić. Należy jednak pamiętać, że przesadne odwzorowywanie natury może przynieść raczej niewiele korzyści- w końcu umiar jest zalecany we wszystkich akwarystycznych poczynaniach.

 

    Artykuł ten ponadto nie ma na celu obalenie utartych zasad, do których zresztą sam w swoich akwariach zawsze starałem się stosować. Potraktujmy ten tekst zatem nieco z przymrużeniem oka;)

invalid email address