Szanowny czytelniku, postanowiłem szeroko opisać moje potyczki z akwarystycznym Do It Yourself, czyli po polsku "zrób to sam".

W serii artykułów chciałbym rzucić światło na kilka aspektów robienia pewnych rzeczy samodzielnie.

Spróbuje odpowiedzieć na pytanie: Czy warto?

 

Z akwarystyką zetknąłem się pierwszy raz w 2007 roku, kiedy to znajomy wspomniał o fantastycznie bitewnych, kolorowych pielęgnicach z jeziora Malawi. Jako człowiek z natury ciekawy postanowiłem sprawdzić w internecie o czym mowa i zobaczyłem coś, czego się nie spodziewałem. Liczne obrazy, filmy i opisy skłoniły mnie do natychmiastowego założenia akwarium z tymi niesamowitymi rybami. Do podejmowanyych tematów podchodzę bardzo poważnie więc poświęciłem 2 tygodnie, praktycznie bez snu, bez jedzenia, aby od deski do deski przeczytać forum Klubu Malwi i wszystkie materiały jakie zdołałem znaleźć.

 

Tak oto pod koniec lata 2007 roku rozpocząłem przygodę z akwarystyką. Najważnejszy był wybór wielkości zbiornika. Pomyślałem wtedy że nie zacznę od minimum. Oczekuję po akwarium jednak czegos więcej. Postawiłem zatem na dość uniwersalny rozmiar 240l. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie wbił sobie do głowy informacji podawanych na forum, że przy hodowli pyszczaków z Malawi najważniejsza jest powierzchnia dna. Klamka zapadła "przewracam" 240-tkę na bok...

 

 

 

Dumny z pomysłu poszedłem do akwarystycznego i oświadczyłem, że chciałbym zamówić 240l akwarium o nieco innych wymiarach. Oczywiście, co wtedy totalnie zignorowałem, Pan w sklepie wyliczył cenę o około 25% większą od kosztu standardowego zbiornika tej pojemności, który mógłbym wziąć z półki.

W ciągu dwóch najbliższych tygodni wypełnionych niecierpliwym oczekiwaniem na moje zamówienie, postanowiłem przemyśleć temat filtracji. Spodobała mi się koncepcja sumpa, czyli zbiornika otwartego stąjącego w szafce poniżej. Do głównych zalet i wad wtedy zaliczyłem:

Zalety

- ławty dostęp do złoża

- dużo większa powierzchnia filtracyjna

- możliwość pomajsterkowania

- niższa cena końcowa niż dedykowany kubełek (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to nie będzie prawdą)

Wady

- nieprzewidziane komplikacje

- głośniejsza praca

- komin zajmujący miejsce w akwarium

Przystąpiłem do zapytania inncyh co o tym sądzą. Posypały się głosy rozsądku, które otwarcie nawoływały do zakupienia kubełka i zaprzestania budowania sumpa do tak małego zbiornika. Oczywiście uparcie przeze mnie ignorowane. Jednak dzięki wielu opiniom dużo rzeczy się nauczyłem.

Zaczęło się od budowy szafki, bo przecież chciałem tam zmieścić wspomnianego sumpa i wiedzialem, że akwarium będzie ważyć dobre 300kg. Udałem się więc do ojca na wieś i na pile tarczowej wycięliśmy 6 klocków o przekroju 8x8cm które postanowiłem wmontować do szafki dla utrzymania ciężaru.

alt

Zakupiłem płyty 1.8cm grubości, pełne plecy, podwójny blat i wspomniane 6 potężnych nóg. Nie szczędziłem wkrętów, śrub i kleju. W efekcie powstała konstrukcja, która z powodzeniem ponad rok później utrzymywała akwarium 423l. Na ten moment jednak byłem dumny ze swojego wyczynu. Pierwszy raz coś zbudowałem samodzielnie i to nie byle co - pancerną szafkę. Oczywiście koszty tego projektu daleko przekroczyły koszty zakupu zwykłej akwarystycznej szafki pod tego typu zbiornik.

Gdy przyjechał zbiornik, od razu zawiozłem go do szklarza, aby ten za 80zł wywiercił mi dwie dziury na śrubunki w kominie. Po tej operacji i samodzielnym wklejeniu komina osiągnąłem taki efekt:

alt

Dalsze prace trwały w najlepsze, bez zwrócenia uwagi na niewygodne śrubunki, które jako że nie były dedykowanymi akwarystycznymi przelotami, musialy zostać wklejone na silikon. Oczywiście rok później, przy wymianie akwarium na większe, spowodowały nie lada problemy z ich usuwaniem. Charakterystyczne dla szafki są wspomniane nogi + belki poziome i dodatkowo podwójna 18mm płyta. Konstrukcje zupełnie zbędne przy tego rodzaju "lekkim" akwarium. Kolejną wadą szafki była jej znaczna wysokość (dno akwarium na wysokosci 75cm), co w połączeniu z niskimi meblami miało później utrudniać oglądanie ryb. Inną rzeczą zrobioną wbrew wszelkim standardom był komin w pozycji na środku, znacznie przewymiarowany i źle umiejscowiony.
 
Przyszedł czas na hydraulikę:
Rozpocząłem projekt sumpa od pompy. Z tego całego projektu, chyba tylko ona okazała się strzałem w dziesiątkę. Była niesłyszalna i niezawodna, samoodpowietrzająca się, energoszczędna i wielobiegowa. Słowem Grundfos 25-40 do centralnego ogrzewania. Jednak, stawiając na energoszczędność, musiałem dużo wydać początkowo. Ale cóż, pierwsze awarium zakłada się tylko raz.
Miała być zasilana kolankiem z sumpa, na rurach nibco do wody zimnej 1".
 
Zrzut wody z akwarium odbywał się regulowany zaworem, dla utrzymania poziomu w kominie. Druga rura to rewizja, działająca rezerwowo. Powrót z pompy do akwarium miał się odbywać rurami poprowadzonymi za szafką i za akwarium.
 
Całość systemu oparta na 25l sumpie, który był równocześnie złożem bio i komorą pompy, w którym nastepowała histereza poziomu wody. Rozwiązanie nowatorskie, raczej stymulowane oszczędnością, gdyż już na tym etapie okazało się że powoli osiągam granice rozsądku w wydatkach. Sump jak widać stał wyżej niż pompa, co uniemożliwiało jej zapowietrzenie. Układ pracował wyśmienicie, choć przynajmniej 1x w tygodniu musiałem dolewać odparowaną wodę. Komin w akwarium wypełniony włókniną Sery robił za prefiltr mechaniczny.
 
Zadowolony z postępu prac, po tygodniu betonowania, miałem gotową dekorację. Liczyłem, że gdy za chwilę okryje się glonem, moje pójście na skróty i nie malowanie jej opłaci się. Niestety nie zdążyło. Moja szanowna lepsza połowa postawiła sprawę jasno...: "... możesz mieć surowe, kamieniste akwarium bez roślin, ale albo ta produkcja albo ja". :) Tym sposobem po tygodniowym pobycie w akwa tło z Ceresitu wyleciało na balkon. Dopiero dużo później przy przeprowadzce, z bólem  serca, wyniosłem je do śmietnika. Wyglądało tak:
Tutaj z docelową, jeszcze niepowieszoną, lampą HQI w przemysłowej obudowie od halogenu:
 
Cóż, patrząc z biegiem czasu wyboru nie żałuję, małżonkę mam wspaniałą. Przekonała mnie że artysta ze mnie żaden. :)
Po tym incydencie, uzbrojony w saperkę i plecak ze stelażem, udałem się na poszukiwanie kamieni. Jedyne co znalazłem, to granity, z których ułożyliśmy coś takiego:
 
Nie wiedzieć czemu, byłem ciągle niezadowolony, nie podobało mi się to ułożenie. Z perspektywy czasu widzę, że było to spowodowane zwyczajnym chowaniem się ryb, wywołanym następującymi moimi działaniami:
  • 150W HQI nad 40cm słupem wody - bardzo duże prześwietlenie zbiornika,
  • ciągłym grzebaniem i poprawieniem czegoś w zbiorniku,
  • skokami parametrów w wyniku zbyt wczesnego wpuszczenia ryb,
  • nieumiejętnym przekarmianiem.
Oczywiście nie mogło być inaczej, ryby nie wybaczyły i przez miesiąc siedziały w kamieniach, co spowodowało, że przestawiłem ułożenie, z dobrego, osiągając klasyczny mur chiński, którego nie powstydziłby się niejeden początkujący.
 
W międzyczasie, w wyniku niekończącej się chęci majsterkowania, dodałem nad akwarium filtr hydroponiczny, w którym miałem nadzieję osiągać potężne wzrosty roślin, przy automatycznej redukcji związków azotowych. Byłem przekonany, że rosliny wystrzelą pod lampą HQI, wiszącą wysoko nad zbiornikiem.
Nim jednak na akwarium stanęła hydroponika, zdążyłem miesiąc po w/w demolce w kamieniach, zrobić kolejną, gdyż zapragnąłem zakleić tył akwarium, czarną folią, która dopiero stawała sie modna wśród akwarystów z forum. Tak też się stało, znów kosztem stresu ryb, bo oczywiście nie miałem możliwości odsunąć od ściany pełnego akwarium. Trzeba było zlać wodę. Wynik zaczynał być coraz lepszy...
...hydroponika też zaczęła działać. Ogólnie inni by na tym poprzestali i dali szansę rybom na ocenienie lokum.
Nie ja. Akwarium czekały dalsze zmiany.
 
Na zakończenie pierwszej części nasuwają się następujące wnioski:
- DIY przy wielkości akwarium 240l nie jest tańsze od sklepowego, a każda kolejna modyfikacja jeszcze bardziej psuje tą relację cenową,
- przy DIY należy bardzo gruntownie zaplanować wszystkie czynności wg. schematu: projekt-->omówienie-->poprawki-->zakupy-->poprawki-->dopiero DIY,
- mimo DIY powinno się przestrzegać pozostałych zasad akwarystyki "w dobrym tonie", jak choćby nie wpuszczania ryb przed zamknięciem cyklu azotowego,
- trzeba być świadomym, że niektóre eksperymenty mogą się nie powieść, że trzeba będzie coś zmienić, szczególnie jak robimy coś jako pierwsi
- budowanie swojego akwarium od podstaw sprawia ogromną frajdę i satysfakcję (nie poleca się akwarystom, których partnerzy mają niski próg tlerancji na ich wybryki ;)
- wreszcie DIY daje Wam możliwość posiadanie dokłdnie tego, co chcecie.
O tym należy pamiętać bawiąc się w DIY.
 
W dalszych częściach opiszę Wam jak zmieniłem baniak na większy, wszystkie rodzaje filtracj, które zastosowałem, zmianę biotopu i wreszcie wielki come back do malawi z samodzielnym klejeniem dużego zbiornika. Poznacie przez co przeszedłem, przez te 4 lata, żeby moja najnowsza realizacja była już "taka jak należy".
 
c.d.n.
 
 
 

JJ Shoutbox

fgdfg - 12:45

dfgdf

aaa - 12:44

dddd

Anonymous - 12:43

a

Anonymous - 12:43

tyjtyj

marek_z_81 - 12:50

uiluilui

marek_z_81 - 12:50

yuityuk

marek_z_81 - 12:50

yuityuk

sdf - 17:38

fdghdh

dfd - 17:38

dfvd

JoomJunk - 20:00

Welcome to the Shoutbox

Anuluj
invalid email address